Rozsądne zakupy

Choć na co dzień raczej nie kupujemy mnóstwa produktów, zdarza nam się ulegać manii wydawania pieniędzy na bardziej lub mniej potrzebne rzeczy, przy okazji większych zakupów, na przykład gdy tylko odwiedzimy centrum handlowe.

Masz tak, że wychodzisz do najbliższego marketu po bułki i mleko, a wracasz obładowana (-y) siatkami? Jeszcze nie tak dawno mnie się to zdarzało notorycznie. Nie mówiąc już o kupnie ciuchów, butów albo gadżetów elektronicznych.

Szłam kupić spodnie, a wracałam do domu bez nich, za to z kilkoma t-shirtami – przecież były w promocji! – i jak tu nie kupić w znanej sieciówce kolejnej koszulki w cenie 14,99? Później leżały nienoszone, bo kupione pod wpływem impulsu lub z powodu rozciągnięcia się po dwóch praniach.

Dopiero po jakimś czasie, gdy rozsądek wracał do głowy, dochodziłam do wniosku, że zamiast czterech bluzek wątpliwej jakości mogłam kupić jedną za 60 zł, ale za to z lepszego materiału i… ładniejszą.

Nie mam co na siebie włożyć

Gdy ubrania po otwarciu szafy sypią Ci się na głowę, a Ty nadal twierdzisz, że nie masz co na siebie włożyć (ech, kobietą być), to chyba nadszedł najwyższy czas na zmianę przyzwyczajeń zakupowych. Oto kilka złotych zasad, które mogą Ci w tym pomóc:

Nic na siłę. Nie ten sklep, to inny. Nie w sobotę, to w poniedziałek.

Jeśli od miesiąca planowałaś wyjście na zakupy do galerii handlowej, bo to jedyny wolny dzień w Twoim grafiku, a Ty koniecznie musisz kupić nowe balerinki i nagle tego poranka obudzi Cię potworny ból głowy – nie panikuj. Sklepy otwarte są do wieczora, a te w Internecie – całą dobę.

Zweryfikuj swoje uprzedzenia.

Jeśli nowa kolekcja w Twoim ulubionym sklepie nie wzbudza Twojego zachwytu, daj szansę innym markom – kto wie, może trafisz na lepszą odzież lub bardziej wygodne obuwie?
Przejrzyj szafy z ubraniami, prześwietl regały z butami. Zajrzyj też do lodówki i innych miejsc, w których trzymasz jedzenie.
Ograniczenie ilości ubrań i butów za cenę ich wyższej jakości i przydatności dobrze wpłynie na Twoją samoocenę – lepsze wyczucie stylu sprawi, że poczujesz się pewniej. Każdemu zdarza się wyrzucać jedzenie do kosza. Marnotrawstwo jest nie tylko nieekonomiczne – to również problem etyczny. Jeśli zapomniałaś (-eś) o słoikach z przetworami, a w spiżarni trzymasz kilkanaście puszek konserw, zrób z nich użytek! Domowa konfitura smakuje wybornie, wiedzą o tym nie tylko bywalcy Instagrama.

Rób listy zakupów.

Może ostatni raz trzymałeś taką karteczkę w ręku, gdy miałeś kilka lat i mama wysłała Cię do sklepu po kilka artykułów, abyś przypadkiem nie kupił chleba zamiast ziemniaków (moja mama wie o czym piszę). Trzymając się listy rzeczy, które potrzebujesz, zaoszczędzisz nie tylko trochę grosza, ale przede wszystkim czas.

Rozsądne zakupy. Rób listę zakupów

Gotówka czy karta?

Istnieje teoria, że gdy wypłacisz odpowiednią sumę pieniędzy, wydasz tylko ją i nic ponad to. W porządku – zakładając, że wszelkie karty zostawiasz w domu. Mnie się gotówka nie trzyma. Wolę płacić kartą i przynajmniej wiem, że nie zabraknie mi tych kilku złotych. W dodatku, kasjerka nie męczy się z szukaniem monet, a ja mam lekki portfel. No i najważniejsze – wszystkie wydatki mam pod kontrolą i robiąc bilans na koniec miesiąca, dokładnie wiem, gdzie i na co wydałam pieniądze. Która opcja jest dla Ciebie lepsza, musisz wiedzieć sam.

Miej głowę do promocji!

Dla wielu z nas jednym z podstawowych wyznaczników kupienia danego przedmiotu jest cena. Sklepy kuszą rabatami, na przykład: „drugi produkt za pół ceny” i często faktycznie grzechem byłoby nie skorzystać. Jednak pomyśl dobrze, zanim załadujesz do koszyka kilka t-shirtów, tylko dlatego, że są w promocji. Wystrzegaj się kupowania na siłę, pod wpływem emocji – nie zawsze tańszy produkt jest bardziej opłacalny.

Miej frajdę z zakupów.

Buszowanie po sklepach może być naprawdę ciekawą przygodą, jeśli znasz swój styl, wiesz w czym wyglądasz bardziej elegancko, a także, jeśli zainspirowana (-y) przepisem kulinarnym kupujesz wyszukane składniki. Co innego, gdy niewysłowioną radość sprawia Ci samo kupowanie – „byle by mieć” – … przemyśl to dobrze, zanim Twoje mieszkanie stanie się rupieciarnią, a Ty sam (-a) będziesz czuć się jak chomik!


Jeszcze taka dygresja.

Ostatnio przeglądając blogi, trafiłam na wpis dziewczyny, która jakiś czas temu dostała bzika na punkcie minimalizmu życiowego. Przeszła na wegetarianizm, chodzi codziennie w tym samym swetrze i raz na rok kupuje nowe trampki (za kilkanaście złotych, pewnie na pobliskim targowisku), gdy te dotychczasowe całkiem się zniszczą; ewentualnie wygrzebuje ubrania i buty ze śmietnika – tam gdzie mieszkają bogaci ludzie, można utrafić nawet egzemplarze z metką.

Gdy tak czytałam, z każdym zdaniem dziwiłam się coraz bardziej – czy naprawdę jest w tym jakiś sens? Doszłam do wniosku, że NIE, no chyba, że chcemy być totalnymi autsajderami. Za to nie sprzeciwiam się idei ograniczenia konsumpcji w swoim życiu. Nie jedz ponad to, co jest w stanie przyjąć Twój organizm, kupuj to co niezbędne, rób to, co sprawia Ci radość. To co jest „ponad” – zbywa, więc… pozbądź się nadmiaru, a z pewnością poczujesz się wolnym człowiekiem.

Natalia Gładczak