Co ma wspólnego 120 kilogramowy żeliwny kaloryfer ze stroną internetową?

 

Teoretycznie niewiele, praktycznie bardzo dużo, spieszę wyjaśnić dlaczego.

 

Piękny letni dzień 19 lipca 2014 roku, pierwszy dzień mojego urlopu, dziecko na obozie a ja ? do roboty w domu. Trzeba zrobić mały remont w dwóch pokojach. Tapeta i klej do tapet kupione, biała farba do sufitu i wałek do malowania gotowe do użycia. Zabieram się do roboty, zaczynam zrywać starą tapetę (tu muszę powiedzieć, że nie jestem wielkim fanem tapet jednak ściany mają ponad 50 lat i można wszystko o nich powiedzieć tylko nie to, że są równe i tylko tapeta potrafi zakryć wszystkie nierówności. Oczywiście można było by położyć gładź gipsową, ale raz nie jest to tanie, a dwa ? ten pył).

Ale wracając do głównego wątku, zrywam tapetę i dochodzę do kaloryfera (stary, żeliwny), za kaloryferem też jest tapeta i w dodatku już odchodzi ze ściany. Szybka decyzja, zdejmuję kaloryfer i robię porządnie. Żona twierdzi, że przesadzam i jak zrobię bez zdejmowania tego żelastwa też będzie dobrze. Ja oczywiście nie daję za wygraną, jestem uparty i zdejmuję kaloryfer (oczywiście nie dam rady sam, Mariuszem Pudzianowskim to nie jestem).
Kaloryfer zdjęty, ściana odsłonięta ..miodzio, można dalej pracować. Ale trzeba go trochę dalej przetransportować, biorę mały wózek i jazda. No i tu zaczyna się najlepsze, cholerstwo zsuwa się z wózka prosto na prawą stopę.

Pierwsze to ból, ale taki, że nie da się tego opisać słowami. Potem zobaczyłem nad swoją głową wszystkie latające stworzenia z kreskówek Disneya. Aby nie zemdleć, a było chyba blisko, doskakałem na lewej nodze do łóżka. Potem było ponad godzinę strasznego bólu no i stopa spuchła jak balon. Dalej już z górki. Szpital, rentgen i wynik. Złamane dwie kości śródstopia, przy czym jedna tak na granicy operacji; ale jak się więcej nie przesunie to nie trzeba będzie ? tak powiedział lekarz. Noga w gips i ? 6 tygodni zwolnienia. Z góry pragnę powiedzieć, że nie mogłem sobie na to pozwolić, aby tyle czasu nie pracować. Dokończyłem urlop a potem (prawie) normalnie pracowałem.
Wprawdzie (prawie) normalnie pracowałem, ale poza tym większość czasu spędzałem w fotelu. Najgorzej było w soboty i niedziele, istny koszmar. Po pewnym czasie myślałem, że szlag mnie trafi. Trochę telewizji, trochę czytania, trochę nauki (nie chodzę do szkoły, ale ciągle szlifuję angielski) ? ile można. Postanowiłem czymś się zająć, czymś co nie wymaga podnoszenia czterech liter. Wybór był stosunkowo prosty, zrobię sobie stronę interetową. Trochę myślałem jaką, tak żeby miało to jakiś sens. Koniec końców powstała strona kuponiania.pl. Zawsze szukałem gdzie można kupić taniej i trochę oszczędzić; buty, ubranie, opony, karma dla psa, wyjazd itd. Już robiąc tę stronę znalazłem mozliwości dodatkowych oszczędności.

 

Teraz już wiadomo jaki ma związek ciężki żeliwny kaloryfer i strona internetowa, ta strona internetowa.

Życzę Wam własnej strony internetowej, ale takiej, która powstanie z zupełnie innych przesłanek niż ta.

Jeżeli uważasz, że to co robie ma sens i może Tobie przynieść realne korzyści, polub stronę kuponiarnia.pl na Facebooku (www.facebook.com/kuponiarnia). To dopiero początek, plany mam większe … ale o tym później.

Z góry dziekuję,
Michał