U progu XXI wieku, gdy rozpędzająca się technologia zawładnęła naszym domowym (i nie tylko) środowiskiem, jak zaczarowani wpatrywaliśmy się coraz mniej (choć.. względnie) w ekrany telewizorów, a coraz częściej w wyświetlacze telefonów, tabletów i – przede wszystkim – komputerów.



Byli i tacy, którzy dość sceptycznie i ostrożnie podchodzili do tych elektronicznych cudowności (tendencja odwrotnie proporcjonalna do wieku), jednak powolutku nawet starsi ludzie przekonali się do możliwości, jakie daje nam te parę wynalazków oraz wszechobecny dziś Internet.

Dlaczego o tym piszę na początku? Bo pomimo, iż jestem technomaniakiem, zauważam (również w sobie) jakąś nieodpartą chęć odejścia od ekranu laptopa, przy którym spędzam minimum połowę doby. Z przerażeniem doliczam kolejne (około) dwie godziny wpatrywania się w smarfona. Co w sumie daje… 14 godzin (!) bijącego po oczach światła, mieniących się bannerów, przeskakujących literek w tekstach i wyświetlanych filmików.

Można by powiedzieć, że marnuję swój cenny czas. Bo przez resztę doby właściwie tylko jem i śpię. Zaczął się kolejny rok, a ja, przyglądając się mojemu trybowi pracy, załączyłam sobie w głowie plan, moje pierwsze w życiu postanowienie noworoczne: przeczytam w każdym miesiącu nadchodzącego roku przynajmniej jedną książkę!

Kiedyś tak bardzo to lubiłam, ale muszę przyznać, że wirtualny świat trochę mi w głowie zamącił i czas wrócić do tradycyjnych rozrywek. Zapewniam Cię, że warto i polecam z czystym sumieniem przenieść się choć na chwilę, na kilka stron dziennie do nieodkrytych jeszcze przez Ciebie miejsc.

Postanowiłam wybrać sobie kilka książek. Na początek coś lekkiego, żeby się rozruszać. Z reguły nie kupowałam książek, chyba, że od święta. Muszę jednak przyznać, że kuszące rabaty w księgarniach internetowych przyczyniają się do powiększania mojej kolekcji na półce.

Zazwyczaj korzystam z oferty Matrasa i księgarni wydawnictwa Znak. Pierwsza z nich dostarcza zamówione po promocyjnej cenie książki do stacjonarnego punktu sprzedaży – poświęcam zaledwie kilka minut na dotarcie do niego i zajmuje mi to mniej czasu niż odbiór na poczcie. W Znaku natomiast wysyłka jest śmiesznie tania, do kiosku Ruchu wysyłają mi książki za 3,90 zł, a darmowa dostawa obowiązuje już przy przekroczeniu kwoty 49,90 zł! Polecam z czystym sumieniem.

Na pierwszy ogień coś duchowego. Dobrze jest przystopować i rozpocząć od chwili refleksji nad sobą, „od wewnątrz”. Codziennie załatwiamy milion spraw: praca, dom, dzieci, rodzina, przyjaciele… Od dłuższego czasu nie przemija trend na rozwój własnego „ja”. Uporządkowanie swoich emocji, priorytetów, określenie celów i marzeń na najbliższy rok (a może nawet patrzysz w dłuższej perspektywie) to zawsze świetny początek zaoferowania samemu sobie i otaczającym Cię osobom dawki pozytywnej energii! Bierz wiatr w żagle i ruszaj na podbój świata – tak, wiem – brzmi to trochę górnolotnie i wydaje się „oklepane”, ale sam zobaczysz, że świeże spojrzenie na siebie i rzeczywistość, pomaga w doskonaleniu drogi do samorealizacji! Osobiście, styczeń zaczynam od „Plastra Miodu” o. Adama Szustaka.

Chodzą też za mną od dłuższego czasu książki Reginy Brett, np. wydany pod koniec zeszłego roku „Twój dziennik”.

Uwielbiam pisać, a w obu tych książkach (druga opcja to raczej nietypowy kalendarz i świetny pomysł na prezent – tak przy okazji) jest mnóstwo miejsca na zapiski!

Marzy mi się książka o nowoczesnym gotowaniu, np. Jamie’ego Olivera „Superfood na co dzień”. Jej koszt jest dość duży i z pewnością nie pozwoliłabym sobie na taki wydatek, gdyby nie 24% obniżki ceny w Ravelo.pl, gdzie obecnie trwa również promocja, że kupujesz dwie książki, a wybraną trzecią dostajesz jeszcze o połowę taniej – brzmi świetnie!

Nie jestem zagorzałą fanką romansideł, ale do tej książki zachęciła mnie sprzedawczyni, gdy wybierałam prezent gwiazdkowy dla mojej młodszej siostry. Ta z kolei zaczęła niedawno czytać i tylko czekam aż skończy (może uda jej się to w miarę szybko, skoro student sięgnie ochoczo lekturę, niekoniecznie naukową, gdy trzeba by kuć na egzamin), a wtedy pożyczę i może przekonam się do tego typu powieści, ale… „Czas pokaże” – Anna Ficner-Ogonowska.

Bardzo lubię fantastykę i w moim zestawieniu książek na najbliższy czas nie może zabraknąć propozycji z tego przedziału gatunkowego. Przeglądając nowości, natrafiłam na książkę pt. „Porwana pieśniarka” – już tytuł brzmi dobrze. Okładka zachęcająca, a wiec sięgam również do opisu. Okazuje się, że to opowieść o dziewczynie, która może stać się nadzieją dla podziemnego miasta zamieszkałego przez trolle… Szczypta magii i baśniowości przyda się, gdy któregoś mroźnego wieczoru zasiądę do czytania, trzymając kubek gorącego kakao w ręce.



Natalia Gładczak